Chciałabym
wiedzieć, dla jakiego kręgu odbiorców pani Lingas-Łoniewska przeznaczyła
powieść "W zapomnieniu"? Ze stylu języka (z grzeczności nie użyję
określenia - „siermiężnego”), sposobu obrazowania, tudzież metody budowania
postaci i konstruowania fabuły, można wnosić, że chyba dla pożeraczy telenowel,
którym światło plazmowych ekranów znieczuliło percepcję i spacyfikowało szare
komórki.
„Musiał
użyć całej swojej siły woli, aby nie złapać jej w mocne objęcia i nie wpić się
w jej wargi, które wyraźnie tego właśnie oczekiwały.”
„Ona
przywarła do jego klatki piersiowej i wdychała świeży zapach jego perfum
pomieszany z męskim piżmowym aromatem.”
„Popatrzyła na jego szerokie plecy, teraz lekko zgarbione, i podeszła bliżej, walcząc z chęcią pogłaskania go po dłuższych brązowych włosach. Wreszcie po chwili pokonana uniosła dłoń i zrobiła to, z czym nie mogła i nie chciała walczyć, po czym spytała cicho:(...)”
„Ale gdy spojrzał w jej prawie granatowe oczy,
wiedział, że zrobi wszystko, o co go poprosi.
- Pytaj - odparł, jednocześnie zamykając jej drobną dłoń w swojej dużej, ciepłej ręce.
Spojrzała na swoją dłoń, całkowicie ukrytą w jego, podniosła na niego wzrok i powiedziała:(...)”
- Pytaj - odparł, jednocześnie zamykając jej drobną dłoń w swojej dużej, ciepłej ręce.
Spojrzała na swoją dłoń, całkowicie ukrytą w jego, podniosła na niego wzrok i powiedziała:(...)”
Język gimnazjalistki nocami klepiącej na kompie
pierwszą w życiu powieść tragiczno-erotyczną. Powtórzenia. Drewniane dialogi.
Melodramatyczne pojękiwania narratora. Przecież czegoś takiego na trzeźwo
czytać się nie da! Odpadłam po kilku pierwszych rozdziałach, zniesmaczona
właściwie wszystkim: Tym, że znowu natknęłam się na czytadło będące smutnym
dowodem, że „pisać każdy może”. Tym, że ta „produkcja”, choć nosi inny tytuł,
rozgrywa się w innej przestrzeni, a bohaterowie noszą inne imiona jest
identyczna, jak koszmarek, który tak mnie zbulgotał, że założyłam konto na
Lubię Czytać, aby dać wyraz swej frustracji. (I dałam – w mojej pierwszej,
zamieszczonej tam opinii.) Tym, że zarówno p. Łoniewska, jak i ta druga pani,
której nazwisko wyresetowałam z pamięci (Wpis: Nocne koszmary), w żenujący sposób grają wszelkimi dostępnymi,
marnymi kalkami. Zgroza i desperacja. Niewykluczone, że pani, dwojga nazwisk,
Lingas-Łoniewska, mogąca się pochlubić kilkunastoma wydanymi pozycjami,
rozwinęła skrzydła i naostrzyła pióro, ale ja, niestety, nie odważę się już
tego sprawdzić.
Po „W zapomnieniu” sięgnęłam, bo przeczytałam
bardzo pochlebną opinię o autorce, napisaną przez jednego z użytkowników
portalu Lubię Czytać, którego wpisy uważam (podobnie jak dziesiątki innych
bywalców LCz) za interesujące i wartościowe. Dlaczego mi Pan, Panie Wojciechu
G., to zrobił?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz