sobota, 25 czerwca 2016

Noc pomyłek: "W zapomnieniu" - Agnieszka Lingas-Łoniewska


Chciałabym wiedzieć, dla jakiego kręgu odbiorców pani Lingas-Łoniewska przeznaczyła powieść "W zapomnieniu"? Ze stylu języka (z grzeczności nie użyję określenia - „siermiężnego”), sposobu obrazowania, tudzież metody budowania postaci i konstruowania fabuły, można wnosić, że chyba dla pożeraczy telenowel, którym światło plazmowych ekranów znieczuliło percepcję i spacyfikowało szare komórki.

„Musiał użyć całej swojej siły woli, aby nie złapać jej w mocne objęcia i nie wpić się w jej wargi, które wyraźnie tego właśnie oczekiwały.”

„Ona przywarła do jego klatki piersiowej i wdychała świeży zapach jego perfum pomieszany z męskim piżmowym aromatem.”

„Popatrzyła na jego szerokie plecy, teraz lekko zgarbione, i podeszła bliżej, walcząc z chęcią pogłaskania go po dłuższych brązowych włosach. Wreszcie po chwili pokonana uniosła dłoń i zrobiła to, z czym nie mogła i nie chciała walczyć, po czym spytała cicho:(...)”

„Ale gdy spojrzał w jej prawie granatowe oczy, wiedział, że zrobi wszystko, o co go poprosi.
- Pytaj - odparł, jednocześnie zamykając jej drobną dłoń w swojej dużej, ciepłej ręce.
Spojrzała na swoją dłoń, całkowicie ukrytą w jego, podniosła na niego wzrok i powiedziała:(...)”

Język gimnazjalistki nocami klepiącej na kompie pierwszą w życiu powieść tragiczno-erotyczną. Powtórzenia. Drewniane dialogi. Melodramatyczne pojękiwania narratora. Przecież czegoś takiego na trzeźwo czytać się nie da! Odpadłam po kilku pierwszych rozdziałach, zniesmaczona właściwie wszystkim: Tym, że znowu natknęłam się na czytadło będące smutnym dowodem, że „pisać każdy może”. Tym, że ta „produkcja”, choć nosi inny tytuł, rozgrywa się w innej przestrzeni, a bohaterowie noszą inne imiona jest identyczna, jak koszmarek, który tak mnie zbulgotał, że założyłam konto na Lubię Czytać, aby dać wyraz swej frustracji. (I dałam – w mojej pierwszej, zamieszczonej tam opinii.) Tym, że zarówno p. Łoniewska, jak i ta druga pani, której nazwisko wyresetowałam z pamięci (Wpis: Nocne koszmary), w żenujący sposób grają wszelkimi dostępnymi, marnymi kalkami. Zgroza i desperacja. Niewykluczone, że pani, dwojga nazwisk, Lingas-Łoniewska, mogąca się pochlubić kilkunastoma wydanymi pozycjami, rozwinęła skrzydła i naostrzyła pióro, ale ja, niestety, nie odważę się już tego sprawdzić.
Po „W zapomnieniu” sięgnęłam, bo przeczytałam bardzo pochlebną opinię o autorce, napisaną przez jednego z użytkowników portalu Lubię Czytać, którego wpisy uważam (podobnie jak dziesiątki innych bywalców LCz) za interesujące i wartościowe. Dlaczego mi Pan, Panie Wojciechu G., to zrobił?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz